Przeskocz do treści

Akcje nie z tej ziemi z dorastającymi ludźmi, czyli przygody z dwulatkami.

"Dorastający ludzie" może kojarzy wam się z nastolatkami , jednak jest jeszcze jeden szczególny moment w rozwoju osobowości naszych potomków... Chciałabym wam dziś napisać o trochę śmiesznych, a trochę mrożących krew w żyłach przygodach i niespodziewankach z naszymi dwu-trzy latkami. O tym, że może być łagodnie, ale może też być niebezpiecznie.

Zacznę od zdania skierowanego do was moje kochane dzieci - Jeremiaszu, Noemi, Samuelu i Borysie ( Stachu - ten czas jeszcze przed tobą, ale mam nadzieje, że przejdziemy przez to razem ). Kocham was i było warto. Jak wiadomo w internetach nic nie ginie - może przeczytacie to gdy będziecie mieli już własne smartfony i szlaban na coś ciekawszego.

Pewnego radosnego popołudnia nasz pierworodny, radosny pączuś nie poszedł na drzemkę... był ( i troszkę jest nadal ) typem ładnie śpiącego 10-12 godzin w nocy maleństwa, które do końca 2 roku miał DWIE DRZEMKI w dzień, każda ponad godzinę. Jak ja byłam wyspana... ile ja miałam czasu aby marzyć o następnych dzieciach.

Ale "przyszła kryska na matyska" jak mawia moja babcia. Zrezygnowanie z drzemek łączyło się z nowym zjawiskiem. Dzikim krzykiem, który trwał dobrych parę minut i dotyczył rzeczy, w moim odczuciu, zupełnie małej wagi. Krzywo skarpetka ubrana, płatki są obok miseczki, nie można lizać ściany... ogólnie nie było, aż tak dramatycznie jak na filmach, ale ja byłam w szoku. Jak to możliwe, że taki radosny chłopiec - niezmiernie kochający zasady, nagle robi taaaakie afery...

Urodziła się Noemcia. To był jego dzidziuś, bił mnie gdy nie biegłam natychmiast do łóżeczka gdy stękała. Ściągał jej skarpetki, zabierał zabawki... gorąco się modliłam o natchnienie wychowawcze i o pokój w naszej rodzinie. Otwierałam drzwi Kubie, ze słowami o przemocy w rodzinie - skierowanej na mnie biedną i szłam sobie troszkę popłakać.

Cały ten kryzys był dość łagodny i szybko się skończył. Na pewno pomogła stabilizacja z nową godziną drzemki i to, że nauczył się komunikować. Na to się nie zgadza, ale może się z nami jakoś dogadać. Do dziś jest mistrzem negocjacji z czego jesteśmy dumni i nieraz rozczuleni.

Nasza piękna córeczka. Nasz kwiatuszek. Drzemki były dla niej zbędne już w wieku 18 miesięcy. W nocy często się budziła, a o 5 rano była już naprawdę gotowa na śniadanko i książeczki. Pewnego dnia tak się zdenerwowała, nie do końca wiadomo na co, że... straciła przytomność. Wszystko przypominało nam atak padaczki, po którym znieruchomiała. My byliśmy pewni, że oto umarła na naszych rękach. Ocknęła się po najdłuższych 3 minutach mojego życia. A ponieważ nie mieszkaliśmy wtedy w Polsce, po szybkiej konsultacji telefonicznej z zaufanym pediatrą, zaczęliśmy proces diagnostyczny w bardzo dobrych klinikach w mieście w którym mieszkaliśmy.

W skrócie - ostatecznie padła diagnoza bezdechu afektywnego. Temat był dla nas nowy i przerażający. "Ataki" powtarzały się raz na jakiś czas, ale nauczyliśmy się jak postępować w takich sytuacjach.

  1. Największe prawdopodobieństwo, że to się stanie było gdy Noemi za mało spała. Rutyna snu była w jej przypadku konieczna.
  2. Jeżeli widzieliśmy, że jej płacz lub krzyk jest bezdźwięczny - polewaliśmy jej twarz wodą, otwieraliśmy okno, dmuchaliśmy jej w usta szybko i zdecydowanie. Często okazywało się, że udaje się to zatrzymać w porę.
  3. Poznaliśmy kiedy jest największe ryzyko: gdy się mocno uderzy np. w mebel kiedy biega, gdy ktoś jej nie da tego co ona chce.
  4. Wiedzieliśmy, że super ważne aby nie dawać jej tego przedmiotu który wywołał taką reakcje. Nawet jeżeli to było jej, mogłaby to bez problemu dostać. Według lekarzy, miało to zatrzymać podświadomy sposób wymuszania na innych, swojej woli.
  5. Poinformowaliśmy o tym rodzinę, szczególnie dziadków i opiekujące się naszymi dziećmi osoby. Każdego trochę szkoliliśmy.
  6. Naszym hasłem, które zresztą zostało w rodzinie do dziś i działa było "oddychaj bo zemdlejesz". to zdanie powodowało, że potrafi sama się uspokoić i wziąść głęboki oddech.
  7. Bardzo ważne. aby rodzice lub opiekun zachowali spokój. Szczególnie jeżeli nie uda się zatrzymać bezdechu. Łatwo mówić? Oj było mi trudno, ale to tak ważna sprawa, że trzeba wykazać się męstwem.

To co odkryliśmy przy dwójce pierwszych dzieci i co bardzo pomogło nam przy kolejnych dwulatkach to to, jak ważna jest komunikacja. Nie tylko to co my mówimy, ale jak niesamowicie ważne jest to CO ONI NAM CHCĄ POWIEDZIEĆ.

Jestem przekonana, że dzieci są mądre. Od urodzenia. Ale mając już 18 miesięcy zaczynają mieć swoje zdanie! A może nawet wcześniej, ale koło 2 lat, to co budzi wielką frustrację to techniczna niemożność wypowiedzenia tego co mają w głowie. Jeśli więc miałabym wskazać co najbardziej pomaga mi obecnie przebrnąć przez ten czas "afer" i rekordowo długich krzyków to moja świadomość, że ten oto człowiek jest osobną osobą. Kimś kto ma potrzebę wyrażania siebie, swój pomysł, potrzebę eksperymentu i wsparcia pełnego miłości.

Brzmi niezwykle doniośle... bo to jest doniosły moment! Nasz dzidziuś, maluszek rozwija się! Jest człowiekiem! Ma osobowość - taką, która się jeszcze kształtuje przez nasze pełne szacunku towarzyszenie.

W praktyce jednak każdy rodzic ma ochotę niekiedy wystrzelić się w kosmos. Trudno jest przecież znosić gdy ktoś na nas krzyczy, bije nas, rzuca w nas przedmiotami, rzuca się na ziemię i robi rzeczy, które w frustracji odbieramy jako atak na nas, szantaż, zazdrość o rodzeństwo czy moje najbardziej nieulubione słowo NIEGRZECZNOŚĆ .

I ty i twój maluch potrzebujecie wyrozumiałości. Potrzebujecie się do siebie przytulić po całej "akcji". To przejdzie. Dacie radę.

Pewnego słonecznego popołudnia wyszłam na taras moich rodziców i czułam się jakby przebiegło po mnie stado antylop. Byłam właśnie mamą dwuletniego brzdąca, który urządził dziką 30 minutową aferę - nikt już nie pamięta o co. Popatrzyłam na moją mamę która, pijąc kawkę z papierosem grała sobie w jakąś internetową farmę i spytałam:
- Czy kiedyś będzie łatwiej...-
- Tak. jak dzieci mają 25 lat to jest już naprawdę super. Można się z nimi nawet napić kawy na tarasie.-


21 myśli na “Akcje nie z tej ziemi z dorastającymi ludźmi, czyli przygody z dwulatkami.

  1. Wiktoria

    Majka,jakaś Ty mądra i cudownaUWIELBIAM Teojego bloga-młodzi Rodzice DUŻO się z niego nauczą,DZIĘKUJĘ❤️

    Odpowiedz
  2. Olape

    Oj te napady tez przeszliśmy... i „oddychaj, bo zemdlejesz” też jest/było naszym haslemna szczęście dzieci z tego wyrastają

    Odpowiedz
  3. Emilia

    Aż łezka się kręci w oku.....ja czasami myślę, że nikt mnie nie rozumie, mam dwie corki. Starsza Nela( 3 lata) jak to każdy mowi-ideal ( książkowe dziecko) chociaż uważam, że takich nie ma, przeszla ten kryzys calkiem wporzadku , natomiast młodsza Nina(17 msc) wydaje mi sie, że przechodzi przez to już dawno, ciągle sie buntuje i moim zdaniem (zdaniem MATKI) jest po prostu indywidualistka chce dojść do wszystkiego sama i pomału , ona zaczęła sama chodzić dopiero jak była na 100% pewna że idzie jej swietnie nie wystarczyło jej odbijanie od ściany do ściany.....niestety to co słyszę od teściowej i mamy najczęściej to zbija mnie z tropu : Jak wy ja wychowujecie? Wejdzie wam na głowę! I te nieustanne porównywanie do Neli.....dziekuje za tekst dodał mi skrzydeł po raz kolejny!

    Odpowiedz
    1. Maja Comastado

      Bardzo się cieszę, że dodał ci skrzydeł! I jak fajnie piszesz o tej "czadowej" dziewczynie! Matki są super - widzą w maluchach ogromy potencjał - to fajne!

      Odpowiedz
  4. aeljot

    Tekst Mamy na podsumowanie super .
    Też miałam kilka razy akcje dzieci z bezdechami i potwierdzam, że człowiek jest wtedy taki sparaliżowany, jakbym stała obok. Fajnie, że to opisałaś i podałaś kilka sposobów działań. Na pewno przydadzą się mamom, które będą miały taką sytuację po raz pierwszy.

    Bardzo fajny i mądrze piszesz. Mam nadzieję, że znajdziesz czas na częstsze wpisy.

    Odpowiedz
  5. Kasia

    W temacie bezdechu u nas działało dmuchanie w twarz. To mnie ratowało! No i dużo przytulania 🙂
    Mroziło krew w żyłach ,bez kitu!
    Perspektywa Twojej mamy mi się podoba, już się nie mogę doczekać 😀
    Ściskam i pozdrawiam
    Kasia

    Odpowiedz
  6. czarnobiala

    Jak dobrze, że wspominasz o komunikacji i słuchaniu tego co dziecko do nas mówi, choć jeszcze mówić dobrze nie potrafi:)
    Lubię słuchać na Twoim ig stories jak rozmawiasz z dziećmi, takmto się powinno robić!:) Komunikacja to również słowo klucz przy nastolatkach, testuję na pierworodnym, zaraz lat 14, czasem czekam na te 25 lat, ale tak na prawdę cieszę się każdą wspólną chwilą.

    Odpowiedz
  7. cloud_pillow

    A mnie zaciekawiło czemu słowo NIEGRZECZNOSC jest Twoim najmniej ulubionym?
    A tak poza tym masz bardzo lekkie pióro i super słodkie "byłe dzieci pączki"

    Odpowiedz
    1. Maja Comastado

      Bo stygmatyzuje. nazwanie dziecka "jesteś niegrzeczny" "jesteś brzytki" "jesteś zły" mimo braku złych intencji nie jest najlepszą formą. wolę mówić "to co zrobiłeś to był kiepski pomysł" "to było niemiłe zachowanie" "to było niebezpieczne, to bolało "... itd. Kumasz? 🙂 słowem kształtujemy

      Odpowiedz
  8. Kasia

    Cześć Marysiu, 'śledzę ' Cię na instagramie, ale że nie mam tam konta więc nie mogę komentować. Z resztą i tak marny ze mnie komentator 😉
    A chciałam Ci napisać, że serce rośnie jak się na Was patrzy <3 Ogromnie gratuluję kolejnej Bardzo Dobrej Nowiny 🙂 Chwała Panu!!!! Uwielbiam takie wiadomości! Miejcie się jak najlepiej, niech Maleństwo rośnie w zdrowiu! ...i już nie mogę doczekać się sierpnia kiedy ten 6. CUD będzie już z Wami 🙂
    Pozdrawiam z OA, właśnie z mężem pisaliśmy testy, i mamy rozmowy indywidualne. I banan z twarzy nie może mi zejść za sprawą Waszej dobrej nowiny! 😀 Jeszcze raz gratuluję!

    Odpowiedz
    1. Maja Comastado

      Ale fajnie! bardzo dziękuje za gratulacje 🙂
      Cieszę się, że zaczynam mieć kontakt z "nieinstagramersami" 😉

      Odpowiedz
  9. Maamaa

    Uwielbiam do Ciebie zagladac:) moze napisalabys kiedys o tym jak to robisz ze mimo obowiazkow w domu masz czas dla dzieci i jestes "z" nimi, a nie "obok?" Ogladajac wasze story mam wrazenie ze nieustannie inspirujesz dzieci do rozwijających zabaw. Baaaardzo Cię podziwiam! Sama planuje duza rodzine i jestem ciekawa jak wyglada twoj zwykly dzien. Jak czesto robisz zakupy, jak planujesz posilki, jak czesto wychodzicie na spacerki itp. Pozdrawiam cieplo:*

    Odpowiedz
    1. Maja Comastado

      nie nieustannie - ale lubię ich zainspirować zanim zabiorę się za obowiązki domowe - większe prawdopodobieństwo, że nie będe musiała przerwać 😀 pozdrawiam!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.