Miesięczne archiwum: Listopad 2020

Czy nasze dzieci wierzą w Mikołaja?

Co roku pod koniec listopada mam od was masę pytań o to jak wygląda w naszym domu adwent, wigilia i kwestia szaleństwa prezentowego w grudniu. Tyle ważnych dni, które mają wyjątkowe znaczenie dla dzieci… i dla nas jako rodziców. Mam nadzieję, że znajdziecie odpowiedzi na wszystkie, a może nawet coś was zainspiruje do świętowania w tym roku.

6.12.

W naszym rejonie bardzo popularna jest tradycja podrzucania w tajemnicy niewielkich prezencików do butów domowników w czasie nocy z 5 na 6.
Oczywiście obuwie musi lśnić czystością, więc nawet najmłodsi dostają mokre chusteczki i pucują.
Wcześniej opowiadamy im historię o św. Mikołaju z Miry o którym znamy raczej legendarne historie, napisane już kilkaset lat po jego śmierci) Jest w nich ukryta piękna myśl o dobroci, dzieleniu się tym co się ma nie oczekując nic w zamian.

Naszą ulubioną legendą jest ta o trzech ubogich siostrach, które potrzebowały pieniędzy na wiano. Gdy dowiedział się o tym Mikołaj, w środku nocy, przebrany by nikt go nie poznał, zakradł się po ciuchu i podrzucił potrzebne złoto przez okno.
Dlatego my czekamy czy gdy będziemy smacznie spali ktoś potajemnie podrzuci nam coś do buta.

Jakie są efekty? Dzieci trochę gorzej zasypiają wieczorem, ale rano mamy masę radości. Co więcej czasem zmartwieni czy rodzice też będą mieć niespodziankę podrzucają ją sami! Oczywiście w największej tajemnicy.
Inną ważną kwestią jest szacunek do rodzin w których “wiara w Mikołaja” jest bardzo ważna.

Uczymy nasze dzieci, że nie powinny innym dzieciom mówić, że wiedzą skąd się biorą prezenty np. w przedszkolu. Nasze dzieci też nie boją się przebranych mikołajów, wiedzą, że to ktoś bliski i życzliwy kto nie chce być rozpoznany po to żeby niespodzianka się udała. A na ich pytanie “dlaczego u niektórych ludzi Mikołaj przychodzi też w wigilię” mówimy, że… widocznie taką mają tradycję. Opowiadamy im o dziadku mrozie w rosjii, o aniołku w innej części Polski… i o tym, że tradycje i spędzanie świąt są naprawdę różne, I TO JEST PIĘKNE!

Adwent

To wyjątkowy czas przygotowań do wigilii i świąt. Ponieważ jesteśmy wierzący, nacisk kładziemy na narodziny Jezusa. Najważniejsze przyjęcie urodzinowe w roku. Mieliśmy różne podejścia do kalendarzy adwentowych, jednak z małymi dziećmi trudno przewidzieć czy konkretnie tego dnia będziemy w stanie piec pierniczki czy inne specjalne zdania. A kalendarze z mini prezencikami wg. nas nie do końca uczą oczekiwać, a raczej stale konsumować. A te z czekoladkami? Gdy nasze dzieci dostały takie trudno było im jeść po jednej dziennie. I to w dodatku tylko ze swojego kalendarza… 😀
W tym roku planujemy skupić się na oczekiwaniu. Na ścianie w kuchni zawiśnie symboliczny kalendarz z dniami od 29 listopada – to wtedy wypadnie pierwszy dzień adwentu. Chodzenie na roraty przerastało nas logistycznie co roku, więc w 2020 nic się nie zmieni 🙂 Może gdy będą starsi. Staramy się rozmawiać z nimi na temat postanowień adwentowych – nie jest to jednak nie jedzenie słodyczy, bo generalnie jemy je okazjonalnie. Raczej nakierowujemy ich na dobre uczynki, na uważność w kwestii przebaczania i …jałmużnę! To naprawdę dobry czas w roku, żeby uczyć ich wrażliwości na ubogich.

Ważnym wydarzeniem jest dla nas budowa szopki. Trochę działań plastycznych, trochę rozmów, trochę poparzonych palców klejem z pistoletu i nasze figurki znalezione na allegro. Takie bardzo tradycyjne, ale mam do nich sentyment. Nie dokładamy jednak najważniejszej figurki, a trzech króli stawiamy gdzieś dalej, bo przyjdą dopiero szóstego stycznia 🙂

Oczywiście jest to też czas przygotowań technicznych i materialnych naszego domu. Staramy się zamykać temat prezentów jak najszybciej i pakować je kilka dni przed świętami zanim zacznie się “młyn” w kuchni. Poza tym staramy się robić grubsze porządki w zakamarkach naszego domu. To świetna motywacja, żeby przyjrzeć się co mamy, co nam się nie sprawdziło i … wystawić to na sprzedaż, wywieźć na gratowisko, wydać komuś komu się przyda.

Wigilia

Przygotowania do niej zaczynamy jakieś 3-4 dni przed. Sporo gotuje sama, ale wymieniam się potrawami z moją mamą i teściową. Dzięki temu mamy istny przegląd dań z różnych rejonów Polski przywiezionych od szwagrów, po prabaciach itp. Istna kuchnia fusion! I faktycznie wychodzi ich 12 🙂 Porcje robimy niewielkie, a z talerzami tego co jeszcze jest krążymy w kolejne dni po rodzinie i raczej nic się nie marnuje. Tego dnia ubieramy też choinkę, kończymy ozdabiać dom.

Sama uroczysta kolacja jest dla nas bardzo ważnym czasem na rozmowy z naszymi dziećmi. Dlatego od kilku lat decydujemy się spędzić ją w najściślejszym gronie rodzinnym. Ubieramy się odświętnie, malujemy, czeszemy…nawet buty na obcasie. Koszule jednak w tym roku planuje w czerwoną kratę, a nie białe 😀

Zaczynamy od przeczytania fragmentu ewangelii mówiącego o narodzinach dzieciątka. To właśnie wtedy najmniejszy chodzący członek rodziny wkłada figurkę do żłobka. W zeszłym roku nawet zaczęliśmy śpiewać “chwała na wysokości” razem z chórami aniołów z czytania.

To wszystko sprawia, że nawet najmłodsi zauważają wyjątkowe znaczenie naszego świętowania. Potem dzielimy się opłatkiem, ale bez dłuższych życzeń. I zaczyna się jedzenie. Dzieci mogą jeść co chcą, w najgorszym przypadku jedzą głównie pierniki.
Zachęcamy do próbowania i to co najbardziej im pasowało do tej pory to: Zupa rybna, smażone pierożki z kapustą, ryba i czasem sałatka z fasoli.

Po jedzeniu idziemy na spacer! TAK, TAK… Co roku jednak tata zapomina ubrać butów i musi wrócić do domu… potem mama przypomina sobie, że nie wyłączyła piekarnika, aż w końcu spacerujemy ulicą kilkanaście minut.

Kiedy pora wracać, ja pytam kto chce kakao… Dzieciaki krzyczą, że coś się pojawiło pod choinką. ( czasem też szybko coś podrzucają co sami przygotowali).

Odpakowujemy najwolniej jak się da. Każdy musi zaprezentować co dostał. Czasem ktoś się domyśli od kogo był prezent i ze śmiechem wołamy hasło: “dziękujemy kochanemu gwiazdorkowi”.

Co roku udaje nam się też trochę kolędować, ale nie mamy określonego momentu. Wiele rzeczy dzieje się spontanicznie i jak to w dużej rodzinie… JEST GŁOŚNO i ktoś się czasem obrazi, albo coś w tym stylu, jednak na samą myśl, że już niedługo przyjdą te dni sprawia, że czuję miłe ukłucie w sercu.