Przeskocz do treści

22

Temat rodzeństwa z małą różnicą wieku jest rozległy i dla wielu osób ... emocjonujący. Postanowiłam opisać wam nieco moich przemyśleń i anegdot.
OWSZEM TO JEST TRUDNE

Ta trójeczka urodziła się w 2 lata i 9 miesięcy.

Zacznijmy od tego, że #macierzyństwobezlukru jest ważnym elementem tworzenia treści w sieci. Nasze życie z dziećmi często odbiega od romantycznych wizji z "bliskościowych" książek, które czytamy w pierwszej ciąży. Stanowczo pierwsze lata rodzicielstwa nie przypominają też scen z reklam miękkich pieluszek i słodko pachnących płynów do kąpieli noworodka. I czasami dla kogoś kto w swoim otoczeniu nie miał wielu maluchów, zderzenie z rzeczywistością bywa szokujące.

JA SIĘ NIE DZIWIĘ!

Musicie jednak coś o mnie i moim mężu wiedzieć już na początku tego opowiadania. Jak to w ogóle możliwe, że mamy sześcioro dzieci i jesteśmy całkiem zadowoleni.
Oboje pochodzimy z dużych rodzin. U niego było jedenaścioro dzieci, a w mojej rodzinie siedmioro. Znamy blaski i cienie związane z małymi różnicami wieku "od środka".
Ponieważ byłam najstarsza z rodzeństwa, jako nastolatka widziałam moją mamę w ciąży, po porodzie i karmiącą (dużo dłużej niż w latach '90 było modne). Widziałam jak zaprowadza nas do szkoły z dzieckiem w chuście (wtedy to była sensacja) Dla niej to było naturalne. Dorastałam z małymi dziećmi u boku.

W obu rodzinach były różne tradycje, sposoby wychowywania, pomysły na wakacje, edukacje, jedzenie... ALE to co łączyło nasze dzieciństwo to rodzice, którzy dzieci widzieli jako DAR od Boga. I ta myśl towarzyszyła nam gdy zakładaliśmy rodzinę i towarzyszy nadal.

STRACH

Dlaczego w ogóle postanowiłam wam coś tu napisać na taki "kontrowersyjny temat". Generalnie unikam wszelkiej gówno burzy w internecie. To nie na moje nerwy i nie chcę aby kiedykolwiek jakaś kobieta po drugiej stronie ekranu płakała przeze mnie.

Jednak ponieważ mój instagram rozwija się dosyć szybko, odkryłam, że wiele kobiet potrzebuje zobaczyć, chociaż trochę CZY TO W OGÓLE MOŻLIWE?

Dostaję dziesiątki zdjęć testów ciążowych. Wiadomości chwytających za serce od dziewczyn, które właśnie odkryły, że są w nieplanowanej ciąży, a ich starsze dziecko ma 2, 3, 6, 12... miesięcy. Czasami mam ochotę poprosić o adres, wskoczyć w autobus i je po prostu wyściskać i popłakać z nimi. Dla nich szczególnie zostawiam kawałek serca w tym tekście.

Jest różnica pomiędzy strachem, a obawą. Obawy też mam zarówno zanim zajdę w ciąże jaki i kiedy już w niej jestem:

  • Jak to będzie? Co by trzeba było zmienić ? mieszkanie? pracę? wózek? większe gary? poszukać innego przedszkola? Poszukać opiekunki? Czy z czegoś powinniśmy zrezygnować? Czy wystarczy nam sił?

Jestem zdania, że to część bycia rodzicem W OGÓLE! Niezależnie od ilości dzieci, od różnic wieku, warunków w jakich żyjemy...
Jednak nie miałam takiego głębokiego strachu przed kolejnym dzieckiem. Raczej pragnienie i zgodę. Skąd? Nie będę silić się na mądrości.
Po prostu ufam i wierzę, że jest dobry Bóg. Strach nie pochodzi od niego. A ja i mój mąż nie jesteśmy herosami, ale doświadczamy jego pomocy każdego dnia.

między tym duetem jest 15 miesięcy różnicy <3 Ciąża z Samuelem to było prawdziwe błogosławieństwo i "lajcik", a Noemi twierdziła, że to jej dzidzia i wzruszających chwil było mnóstwo.

PODZIAŁ UWAGI

Kult indywidualnego podejścia powoli przekracza granice obłędu. Serio. Owszem potrzebujemy dbać o siebie, rozwijać się , realizować, tworzyć... Jednak gdzieś w tym wszystkim tracimy sens. W tym też trzeba zachować balans!

To słowo "stado" w nazwie mojego profilu nie jest bez znaczenia. Uważam i tak czuję, że człowiek jest stadnym stworzeniem.
Relacja z drugą osobą uczy nas o tym jacy jesteśmy, rozwija w kierunku na jaki nasz umysł samodzielnie by nie wpadł. Nie mówię tu tylko o rozwoju empatii.

Widzę to po moich dzieciach. Widzę to po mnie. Widzę to w wielu rodzinach wielodzietnych, które miałam zaszczyt poznać.

OCZYWIŚCIE, że popełniam błędy wychowawcze. Muszę czasami zrobić dwa kroki w tył i przemyśleć jak na tym konkretnie etapie rozwoju pomagać konkretnie temu dziecku. Ale to... dotyczy też rodzin gdzie dziecko jest jedno, albo co 15 lat 🙂

Moje sposoby na relacje z każdym dzieckiem z osobna:

  • z dziećmi które mają około 3 lata, zaczyna się taki czas, że warto wyjść z nimi na "randkę". Tylko ja, albo tata i to konkretne dziecko.
    Gdzie? Kiedy? np. idę do spożywczaka biorę jedno, wracamy ze szkoły sami- rozmawiamy, Kuba idzie do "lerua" bierze jakieś dziecko (Noemi uwielbia sklepy budowlane z tatusiem, to typowa "makerka"), a czasami jest to jakieś specjalne wyjście np. tylko z jednym dzieckiem do muzeum, parku, lody, spacer... zależy od osobowości 🙂
  • Jeżeli nie ma opcji, żeby wyjść z domu staram się znaleźć takie momenty w ciągu dnia np. robię obiad - zapraszam to dziecko, które właśnie się kręci bezczynnie nieopodal i przy lepieniu "leniwych" mamy naprawdę kawał czasu na rozmowę. Ogarniam pranie w pralni - po drodze biorę kogoś za rękę ze sobą i rozmawiamy sobie zajmując czymś ręce.
    Ta metoda ma poważną zaletę - przy okazji uczę dzieci funkcjonowania domu, jak co działa, skąd się biorą czyste ubranka, jak powstaje zupa itp. z doświadczenia wiem... że dla wielu dzieci w dzisiejszych czasach jest to sekret...
  • Staram się każdego dnia "wyhaczyć", każde dziecko osobno, wytulić i bez gadania przyłączyć się na chwile do jego zabawy czy projektu.
    Np. Mamy takiego jednego myśliciela w domu, który lubi zorganizować sobie miejsce na boku i sam w spokoju tworzyć coś z klocków, nie jest bardzo rozmowny. Siadam obok na ziemi i zaczynam budować obok niego, chwile razem żartujemy z naszych dzieł, tulę go...aż sam nie stwierdzi "Lubię cię! Muszę teraz biec bo mój nietoperz ma dziś taki plan..." i biegnie. Z błyskiem w oku.
    To trwa jakieś 5-15 minut... dom mi się nie zawali w tym czasie.
  • Świętowanie urodzin, imienin, dnia w którym np. my, albo starsze dzieci wracają z wyjazdu też zawsze jest okazją do podkreślenia tego, jak bardzo ważny w moim życiu jesteś mały człowieku.

MAŁA RÓŻNICA WIEKU - WYZWANIA TECHNICZNE

Karmienie maluszka, gdy w około kręci się inne maleństwo jest wyzwaniem. Mój sposób to przygotowanie wcześniej "koszyka atrakcji" w których skład wchodzi np. :

- książeczka
- niebrudząca przekąska
- bidon z wodą
- autko, konik, puzzle...

Czasami dzieci zupełnie ignorują mnie i zajmują się swoimi sprawami, a czasami jest to czas ćwiczeń logopedycznych, rozmów o genetyce, słuchanie opowieści o bardzo niemiłym koledze i setki innych rzeczy, które nawet miło robić na siedząco. Czasami po południu gdy potrzebuje nakarmić w spokoju, a Kuba skończy jakiś etap pracy idę zamknąć się w sypialni i karmię w ciszy, a on jest animatorem imprezy domowej 😉

Wieczorne karmienie czasami trwa godzinami, ale często koło 18:00 nasze najmłodsze dziecko najedzone przysypia lub leży ukontentowane w leżaczku. Wtedy zaczyna się prawdziwa operacja wojskowa czyli...

Usypianie dzieci w każdej rodzinie wygląda inaczej. W naszej to jest wysiłek fizyczny dla obojga rodziców, jednak związany bardziej z szykowaniem kolacji i obsługą stołu, a następnie łapaniem keczupowo, dżemowych paluszków, przenoszenie ich pojedynczo do łazienki. (Swoją drogą to też fajny moment na chwile rozmowy w ciszy z każdym dzieckiem osobno) Czasami kąpie Kuba, czasami ja. Po kolei wołamy dzieci - najstarszy myje się już sam z drobną asystą w razie potrzeby.
Najmłodsze dzieci ubieramy w piżamy, te nieco starsze np. od 2 roku życia zaczynają coś tam próbować same, a tak już od 4 roku życia ubierają się same.
(Choć nie bez dopingu... czasami w połowie ubierania spodni jakiś dinozaur zaczyna z nimi rozmawiać. Polecam wtedy zabrać jeszcze jednego dinozaura "mamę" który przypomni małemu, że wielki Samuel się właśnie ubiera i mu napewno zimno - historia autentyczna)

Potem szykujemy stół, stawiamy świecę, drugi rodzic szykuje mleka i herbatki. Gasimy światła i modlimy się. Po skończonej modlitwie, każde dziecko bierze swój ulubiony napój zanosimy maluchy do łóżka, buziaki w czoło, z niektórymi piąteczka, wyściskanie... i dobranoc. Latem gdy długo było jasno często opowiadaliśmy bajki. Ostatnio cała rodzina jest tak zmęczona, że takie opowieści zdarzają się raz na kilka dni. Noworodeczek oczywiście wtedy często wymaga wieczornej obsługi i długiego karmienia... ale im starszy tym łatwiej odkryć o jakiej godzinie idzie spać. Lepiej idzie mi włączanie dzieci do już istniejącej rutyny życia rodziny ...bo już jest ustablizowana i po około 3 miesiącach życia dzidziuś sam dołącza do ekipy.

RUTYNA I ŻYCIA KRĄG

Jak wszyscy piszą, mówią i zapewniają rutyna jest ratunkiem w życiu z maluszkami. Im więcej maluszków tym łatwiej funkcjonować, gdy jakieś ramy życia rodzinnego istnieją.

Oczywiście rutyna latem, a rutyna zimą naturalnie jest inna! Zimą nasze dzieci śpią więcej (alleluja!) i od wczesnej godziny do momentu gdy trzeba wstawać. Latem pozwalamy sobie na przeciąganie dnia. Czasami mam wrażenie, że życie takiej rodziny wielodzietnej jest bardzo naturalne 😀

Dobrze jest też sobie odpowiedzieć na pytanie "czy moje dziecko ma dostawać wszystko natychmiast?" Nic nie stanie się trzylatkowi gdy usłyszy:

"dokończę go przewijać i zrobimy sobie picie... chcesz wody czy herbatki? może uszykuj już kubeczki. Też potrzebuje pić, a Noemi?"

Nagle w domu zaczynają pojawiać się wolontariusze. A sceny gdy czterolatek z poważną miną szykuje wodę młodszemu o rok bratu i dodaje ze słowami " ja też lubię wodę, wypijemy sobie razem" tylko upewniają mnie, że dobrze szykujemy ich do życia.

ZAZDROŚĆ

Temat rzeka. Każda rodzina ma swoje spostrzeżenia. Nie ma co się przekrzykiwać. To co widzę w swoim otoczeniu to, to że niespodziewanie dzieci w wieku 14 - 18 miesięcy przyjmują nowego członka rodziny często łatwiej niż te w wieku 6 lat... to nie matematyka. To miłosna historia, a więcej czasu między narodzinami mogą nie pomóc. Szczególnie jeżeli jesteśmy spięci i wyczuleni na ten problem, już zanim w ogóle zajdziemy w ciążę. Dzieci czują naszą niepewność i rozterki. Do tego patrzą na książeczki, gdzie każda Basia, Kajtuś i Zuzia jest zazdrosna, tupie nóżką i robi sceny bo będzie mieć braciszka. Do tego dochodzą członkowie rodziny z komentarzami:

"HO! HO! Będziesz mieć braciszka - no to się skończyło"

Jak czujesz się kiedy np. masz dostać awans. i ktoś na tą wiadomość mówi:

" HO! HO! Awansik! To teraz z roboty nie wyjdziesz i musisz dalej dojeżdżać... Jesteś taki biedny... skończyło się! "

A co czujesz kiedy słyszysz:

"HO! HO! Ale nowina! Gratulacje, to będzie nowa przygoda... ciekawe jak to będzie... uszykujemy imprezkę z tej okazji ?"

No właśnie...

PUSTY ZBIORNICZEK I JEST NADZIEJA

Jakby tak wszystko zebrać do kupy ... (której jest sporo w pierwszych latach życia rodziców rokporokowych...) To są dni w których dosłownie nic nie wychodzi. Nawet my na dwór. Nawet obiad na czas, nawet poranne mycie zębów odbywa się o 16:45. Czasami emocje sięgają zenitu, i należy opuścić pomieszczenie i pokrzyczeć w poduszkę. Czasami nie zdążysz wyjść z pokoju gdy zobaczysz co narobili. Jak to w rodzicielstwie bywa.
Dbaj o siebie. Dbajcie o siebie nawzajem. Jesteście bardzo potrzebni.

Będzie też pięknie.

p.s. Zdjęcia w artykule są autorstwa najstarszej trójki naszych dzieci, musiałam wykupić do nich prawa czekoladą i drobnymi monetami na fundusz legoskowy 😀